
Tym razem pogoda dopisała i to już uważam za duży plus dla organizatorów. Nie ukrywam, że dla mnie to jedyna okazja,
aby zobaczyć, co się dzieje w odmętach rzeki. Wykorzystałem tą sposobność do samego zera, czy tez końca, jak kto woli,
bo wyssałem swoją butlę do pusta. Ustawiliśmy się z dwoma kolegami na plaży w Dolistowie i za cel obraliśmy dopłynięcie do mostu.
Nie uwzględniłem jednak, że pedałowanie pod prąd, na dodatek z workiem zapełnianym znalezionymi butelkami, skutecznie uniemożliwi
mi osiągnięcie celu. Zużycie powietrza było zbyt duże i na jakieś 100 metrów przed mostem musieliśmy skapitulować.
Ale podwodna podróż była niezłym przeżyciem. Butelek znalazłem tyle, że musieliśmy w trakcie wynurzać się,
aby zawartość worków przesypać na parkową motorówkę.
Co zaś tyczy się podwodnego świata! Wielkich ryb nie spotkałem.
Myślę, że pęcherzyki powietrza wydobywające się z naszych automatów skutecznie odstraszały okazy. Było natomiast sporo kiełbi,
płotek, okoni, a nawet trzy raki (pręgowane niestety), ale to i tak wyczyn, bo w okolicach Dolistowa raków nie widziałem już
kilkanaście lat. A więc może skorupiaki wracają, może za amerykańskimi krewniakami przyjdą i szlachetne? Oby tak się właśnie stało.
Największe wrażenie robiły jednak gąbki, których na podwodnych głazowiskach było niemało. Zdjęć niestety nie mam, bo jeszcze
nie dorobiłem się obudowy wodoszczelnej do swojego nikona, ale temat już zasiany!
Pewnie ktoś zapyta o wodę. Powiem tak: w momencie, gdy woda pod pianką mi się wymieniała
(wchodziła nowa) to czułem prawdziwą ulgę. Tak byłem zgrzany, a przecież płynęliśmy bez ocieplaczy. Przejrzystość też ok,
a to wcale nie jest takie proste w polskich rzekach, nawet, gdy wydaje się z brzegu, że woda jest czysta. Czy jakiś minus?
Tak, jeden. Podczas ostatnich prac przydomowych rozpakowałem sobie mięśnie przy łapach i ciężko mi było przecisnąć się w piance.
Ale udało się i mogłem spokojnie pływać.
Po oficjalnym zakończeniu przeleciałem się po żwirówce do Jesionowa i w nocy posłuchałem
stękających "rogaczy". Fajne efekty bagno niesie (dzięki Grzegorz B. za radę). Poznałem również nowego dyrektora Parku i życzę mu
dużo wytrwałości i sukcesów na polu ochrony naszej wspólnej i wyjątkowej polskiej przyrody. Trudne wyzwanie, zwłaszcza,
że wiele jeszcze można zrobić. Cieszę się jednak, że Gość (Wojciech Dudziuk) jest otwarty, no i załatwił pogodę na nurkowanie.
Ogólnie impreza na piątkę, podziękowania również dla ludzi ze Skalara w Białymstoku (Oskar - wielki szacuneczek)
i Towarzystwa Fortyfikacyjnego w Osowcu (Panie Worona doceniam pański żart o g
, sprzedałem go już kilka razy).
Szkoda tylko, że takie imprezy są raz w roku. Chciałbym częściej podziwiać Biebrzę od spodu. Panowie z Parku, pomożecie????
Pozdrawiam gorąco,
Biebrzański Podwodnik.
P.S.
Beatce Krajewskiej dziękuję za zdjęcia z nura. Dosmaczam również paroma innymi fotkami, ale nie spod wody (póki co).
P.S. 2
Byliśmy z Gosią na bukowisku, kilka dni po "sprzątaniu". Taki mały nocny rekonesans na "carski trakt".
Po obu stronach naszego samochodu, chodziła parka łosi i wyraźnie zniesmaczona była naszym zaparkowaniem auta.
Stękanie i rozpalone oddechy (zwłaszcza samczyka), były tak wyraźne, że nie mieliśmy sumienia im przeszkadzać
w prawdopodobnym i oczekiwanym zbliżeniu. Mając wielkie poczucie wstydu i rozumiejąc bezczelność w staniu na drodze
prokreacji chronionego gatunku, przerzuciliśmy się na wieżę widokową do Burzyna. Ciemno jak w ... tym, no ... tej ...
Ale rozochoconych samców było co najmniej pięć. Ryczały, że hej. Niestety dla dyktafonu w komórce, było jeszcze za cicho,
a tak byłby plik dźwiękowy. Szkoda. Poprawię za rok. Bukowiska już nie ma !!!